Holandia nie poczyniła w ciągu ostatnich 12 lat prawie żadnych postępów w usuwaniu z wód powierzchniowych 15 bardzo szkodliwych substancji przemysłowych - ustaliła Najwyższa Izba Kontroli. W 2000 roku Holandia uzgodniła w ramach Unii Europejskiej, że do 2027 roku ograniczy obecność tych substancji.
„Jest mało prawdopodobne, że cel ten zostanie osiągnięty” - stwierdziła Izba.
Najwyższa Izba Kontroli zbadała stężenie 15 najbardziej szkodliwych substancji z całej listy 122 niebezpiecznych substancji wymienionych w Ramowej Dyrektywie Wodnej (WFD). Należą do nich rakotwórcze WWA (wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne), PFOS, metale ciężkie takie jak ołów i rtęć oraz dioksyny - wszystkie substancje stanowiące zagrożenie dla zdrowia ludzi i środowiska.
Badacze zmierzyli stężenie tych 15 substancji we wszystkich 61 punktach monitoringu w wodach krajowych Holandii. Ustalili, że stężenie jednej substancji spadło, trzech wzrosło, a dziewięciu pozostało na podobnym poziomie jak 12 lat temu. W przypadku dwóch substancji liczba pomiarów była zbyt mała, aby wyciągnąć jednoznaczne wnioski.
Zgodnie z Ramową Dyrektywą Wodną do 2027 roku stężenie wszystkich 122 szkodliwych substancji musi zostać obniżone do określonego poziomu. Jeśli choć jedna z nich nie spełnia normy, chemiczna jakość wody uznawana jest za niewystarczającą. Według Najwyższej Izby Kontroli niemal wszystkie punkty pomiarowe przekraczają co najmniej jedną dopuszczalną wartość.
Zanieczyszczenia przemysłowe kosztują Holandię co najmniej 7 miliardów euro rocznie - wynika z szacunków z 2025 roku, a kwota ta będzie tylko rosnąć, podała Izba. „Zanieczyszczenie wód powierzchniowych może wpływać na zdrowie ludzi, zwierząt i roślin oraz wywiera presję na dostępność wody pitnej” - powiedziała Barbara Joziasse, członkini zarządu Najwyższej Izby Kontroli.
Coraz trudniejsze staje się oczyszczanie wód powierzchniowych do poziomu umożliwiającego ich wykorzystanie. „Koszty uzdatniania wody również rosną i mogą sięgać miliardów. W ostatnich latach na przykład kilkakrotnie trzeba było wstrzymać pobór wody z rzeki Mozy z powodu złej jakości wody” - powiedziała Joziasse.
Oprócz tych kosztów Holandia wkrótce może również stanąć w obliczu kar finansowych i ograniczenia dotacji, jeśli nie spełni europejskich norm, do których zobowiązała się w 2000 roku.
Najwyższa Izba Kontroli wezwała Ministerstwo Infrastruktury do uzyskania lepszego wglądu w to, które firmy i jakie substancje odprowadzają do wód powierzchniowych, oraz do zwiększenia nad tym kontroli. Izba przyznała, że zanieczyszczenia mogą pochodzić także od przedsiębiorstw za granicą, jednak rząd Holandii może i musi zrobić więcej.
Rijkswaterstaat, który prowadzi monitoring na zlecenie ministerstwa, nie posiada centralnego systemu danych obejmującego firmy, pozwolenia, ilości substancji dopuszczonych do zrzutu oraz rzeczywiste emisje.
„Sprawia to, że niemożliwe jest uzyskanie krajowego przeglądu tego, które firmy odprowadzają jakie substancje do wód krajowych oraz czy odbywa się to zgodnie z wydanymi pozwoleniami” - stwierdziła Najwyższa Izba Kontroli.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu fakty.nl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz